wtorek, 23 czerwca 2015

Dziękuję Ci TATO!

Gdy się urodziłem na świecie mnie powitałeś,
Tak wzruszony i uśmiechnięty moje malutkie ciałko w rękach swych trzymałeś.
Byłeś najdumniejszą osobą na świecie. To dzięki Tobie Tato, jesteśmy całą rodziną - w komplecie.
Ty podzieliłeś się ze mną miejscem w Waszym łóżku.
Mówiłeś ciągle :Kocham Cię mój mały Okruszku!
W karmieniu piersią - mamę wspierałeś.
Dzięki temu - cudowny start w życie mi podarowałeś. 
Nosiłeś mnie na rękach i w chuście.
Czekałeś spokojnie Twój maluszek uśnie.
Bujałeś, masowałeś moje małe ciałko.
Byłeś moją prywatną, osobistą grzałką.
Dbasz o mój rozwój i zdrowie.
A ja dziś chciałbym podziękować Tobie.
Może mówić jeszcze dużo nie umiem.
Ale Tatusiu, ja dużo, dużo rozumiem. 
I widzę jak się starasz, jak się troszczysz o nas.
Mówisz : To Synek mój kochany, a to moja żona.
Całujesz, głaskasz i gilgoczesz moje stópki.
Kocham Cię JA - twój żuczek malutki. 
Tato, pamiętaj, dla mnie jesteś superbohaterem.
Piłkarzem, Atletą, Tancerzem, Fryzjerem.
Wzorem do naśladowania. A ja jestem Twoim małym Smoczkiem, do tulenia i kochania.
I każdemu maluszkowi życzę takiego TATUSIA,
A każdej Mamusi takiego Mężusia.
I jak już nauczę się mówić to podziękuję Ci za to.
I przez każdą życia chwilę będę odwdzięczał Tobie Tato.
Twój mały, dzielny Smok Olivier










Bo pamiętajcie rodzice kochani : TRAKTUJCIE SWE DZIECI - TAK JAK SAMI CHCIELIBYŚCIE BYĆ TRAKTOWANI.



środa, 17 czerwca 2015

Tańczący z kotami!

W dzisiejszych czasach prawie każdy z nas posiada w domu jakiegoś puchatego pupila. Pies, kot, myszoskoczek, koszatniczka, szynszyle .. czy mniej puchaty gekon, a nawet rybki. Posiadanie zwierzęcia niesie za sobą ogromną odpowiedzialność, biorąc pod swój dach żywe stworzenie staje się ono członkiem naszej rodziny, trzeba pamiętać - to nie zabawka, ani sezonowy prezent. To do Ciebie należy dbanie o jego dobro i zaspokajanie podstawowych potrzeb bytowych. Jednakże, czy zastanawialiście się kiedyś, jaki wpływ mają zwierzęta na rozwój naszych dzieci? Ta istotna kwestia dość długo spędzała mi sen z powiek, dlatego też zgłębiłam temat i chcę się nim z Wami podzielić.

Czy zwierzęta wpływają w jakikolwiek sposób na rozwój naszych dzieci? Oczywiście odpowiedź jest twierdząca. Stanowią bardzo istotny czynnik, który oddziałuje na nie w sferze zarówno emocjonalnej, jak i psycho - fizycznej jak oraz zdrowotnej. Dzieci poprzez opiekę nad nimi uczą się odpowiedzialności, rozpoznawania i nazywania emocji. Takie kontakty mogą przynosić wiele radości dla dzieci, rodziców i samych stworzeń.

 Dzieci wychowywane w towarzystwie zwierząt wykazują się większą empatią, poprzez opiekę nad zwierzętami (obserwację i działania praktyczne) naturalnie nabywają umiejętności związanych z pielęgnacją, są uwrażliwione na to, co je otacza. Poza tym, zabawy ze zwierzętami już w niemowlęctwie często przynoszą salwy śmiechu i radości, co zbawiennie wpływa na układ nerwowy naszych pociech. Obecność pupila redukuje stres w sytuacjach nerwowych np. wizyta u doktora, przyjazd gości, czy nawet skoki rozwojowe. Z własnych obserwacji mogę powiedzieć, że obecność zwierząt często daje kopa energetycznego, ale także pozwala na wyciszenie po całym dniu wrażeń. To tak jakby zwierzęta podświadomie wyczuwały nasze emocje i się do nich dostosowywały.

Jeśli chodzi o kwestie zdrowotne przytoczę słowa dr n.wet Michała Ceregrzyna:

"Przebywanie z psem lub kotem we wczesnym dzieciństwie może zmniejszyć ryzyko wystąpienia niektórych typów alergii w życiu dorosłym. Dzieci z domów, w których są pies lub kot, mają mniej nieobecności w szkole z powodu choroby." 

Ważnym czynnikiem redukującym objawy bólu jest kontakt fizyczny ze zwierzęciem. Udowodniono, że dzieci znoszą ból pooperacyjny lepiej, jeśli po zabiegu, nawet przez krótką chwilę mają kontakt z pupilem. Co istotne, zwierzęta typu pies, czy kot pobudzają dzieci do aktywności fizycznej - co w dzisiejszej dobie "INTERNECJONIZMU" jest bardzo, bardzo ważne , chroni nasze dzieci m.in. przed otyłością.

Zawsze należy pamiętać o nadzorze rodzica nad dzieckiem i zwierzęciem w czasie interakcji. Muszą zostać zastosowane wszystkie zasady bezpieczeństwa. . Zarówno ważny jest komfort dziecka, jak zwierza. Nie możemy pozwolić niemowlęciu na ciągnięcie kota za ogon, czy na szarpanie za nogawki dziecka przez psa. Ważna jest też niewymuszona, naturalna relacja. Obie strony - zarówno ta kudłata, jak i ta z pampersem muszą mieć ochotę na kontakt, tu i teraz. 

Odkąd pamiętam w naszym życiu były zwierzęta. Przede wszystkim koty. Kochamy koty. Oliviera pierwsze słowo, to KOKO (kotek). Nasz Smok nawiązał niesamowitą przyjaźń z kotem i psem. Antoni (kocur) i Cezar (pies) są to zwierzęta dziadków, jednakże mały ma z nimi kontakt prawie codziennie. Taka relacja wywołuje mnóstwo uśmiechu na twarzy naszego synka. Dzięki Cezarowi i Antosiowi lepiej znosi okres ząbkowania. Ostatni tydzień spędziliśmy z naszym zwierzyńcem. Co najciekawsze w tym okresie rozwój fizyczny naszego szkraba tak popędził do przodu, że wszyscy są zdziwieni. Maluch zaczyna stawiać pierwsze kroki! Co prawda, góra dwa - ale jaka to radość dla całej rodziny. Myślę, że w tym wypadku nasi czworonożni przyjaciele bardzo się do tego przyczynili.









czwartek, 4 czerwca 2015

Moje niemowlę czyta!?

Czy niemowlę można nauczyć czytania? Absurdalne? A jednak! Słyszeliście o "Metodzie Domana"? To metoda tzw. czytania globalnego, której mogą uczyć się dzieci w każdym wieku Już we wczesnym niemowlęctwie można zacząć "naukę poprzez zabawę".  Ta metoda oprócz tego, że jest świetną zabawą, wspomaga także rozwój mowy, rozbudza w dziecku ciekawość świata, a także wspomaga rozwój inteligencji. Glenn Doman stworzył swoją metodę, by wspomóc rozwój dzieci z porażeniem mózgowym, jednak mogą z niej korzystać również zdrowe dzieci.

Co to takiego ta "Metoda Globalnego Czytania"?  Do pierwotnej wersji odsyłam TU. U nas to nic innego jak karty, na których - z przodu widnieje obrazek, z tyłu zaś słowo pisane - opisujące dany obrazek. Istnieje bardzo wiele sposobów, które pokazują w jaki sposób można korzystać z kart, oto niektóre z nich (moim zdaniem akurat te najlepsze dla niemowląt ):

1. Zabawa w czytanie - siadamy naprzeciwko naszego szkraba, bierzemy ze sobą cztery - pięć kart i chowamy je za sobą. Wyciągamy kolejno karty, pokazując dziecku rewers (stronę ze słowem pisanym), czytamy głośno, bez zbędnego przeciągania głosek, sylabizowania czy akcentowania. Następnie pokazujemy dziecku obrazek.
2. Dźwięczne karteczki - Razem z maluszkiem oglądacie karty, po czym naśladujecie dźwięki rzeczy, zwierząt, które znajdują się na nich. Możecie naśladować "turkotanie" traktora, czy "MIAUUUUczenie" kota.
3.Poszukiwania skarbu - wybieracie wspólnie z dzieckiem 5-6 kart, następnie szukacie rzeczy, ludzi, które się na nich znajdują - może to być mama, misio czy też lalka.
4. Wskazywanie - Rozkładacie kilka kart (które dziecko już poznało) na podłodze rewersem (słowem pisanym) do góry, po czym zadajecie dziecku pytanie np. Gdzie jest auto? Dziecko wskazuje obrazek, po czym sprawdzacie, czy udało mu się dobrze wskazać słowo.

My zakupiliśmy zestaw "Pierwsze Słowa" w Empiku. Można zakupić różne serie tematyczne np. "Zwierzęta". Cena myślę nie jest wygórowana - 14.99zł. Zestaw zawiera 20 kart i poradnik dla rodziców. Zakupu w/w zestawów można dokonać stacjonarnie  w Empiku, na stronie internetowej lub na www.kapitannauka.pl.

Karty testujemy od jakiegoś czasu. Dla Oliviera to świetna zabawa. Potrafi wskazywać obrazki, zapytany np. Gdzie jest miś? Wskazuje zarówno na stronę z obrazkiem, jak i ze słowem pisanym. Codziennie dodajemy kolejne obrazki, modyfikujemy sobie formy naszej aktywności. Co ważne - NIE ZMUSZAMY dziecka do powtarzania słów, nie wcielamy się także w "nauczyciela", to ma być przede wszystkim rozrywka! Gdy dziecko wykazuje oznaki zmęczenia, znużenia lub po prostu nie ma ochoty - kończymy rozgrywkę. Trzeba pamiętać, że to przede wszystkim ZABAWA - zarówno dla malucha jak i dla rodziców. Uważam, że to świetna forma urozmaicenia czasu wolnego. Poza tym to działa! Czemu więc nie spróbować?










sobota, 30 maja 2015

TERRORYSTKA LAKTACYJNA

Trwający właśnie tydzień karmienia piersią przyniósł ze sobą płynące z głębi duszy refleksje, którymi chce się z Wami dziś podzielić. To co piszę, to wyłącznie moja osobista opinia i z chęcią dowiem się co WY sądzicie na temat. Olivier jest karmiony piersią już prawie 11 miesięcy i nie zamierzamy przestawać się karmić, dopóki Smok sam nie zechce się odstawić. Jestem jak najbardziej za długim karmieniem piersią, które w moim odczuciu przynosi same korzyści.

Po pierwsze i najważniejsze - mleko mamy niezaprzeczalnie jest najlepszy pokarmem dla noworodka,niemowlęcia, małego dziecka. Dlatego tak istotne jest dla mnie czynne i aktywne promowanie karmienia piersią. Wielu pediatrów i lekarzy w naszym kraju nie dokształca się w tym zakresie. Czy wiecie, że na studiach medycznych laktacji poświęcone jest zaledwie kilka godzin? Weźcie teraz pod uwagę pediatrę, który tytuł doktora zdobył kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt lat wstecz. Lekarza, który zamiast dokształcać się - stosuje wiedzę często przestarzałą i szkodzącą. Nie wspomnę o doktorach, którzy podpisują umowy z firmami produkującymi mleko modyfikowane czy słoiczki dla niemowląt. A te nieprawdziwe informacje dotyczące "chudego mleka" , "małych piersi i braku mleka", "diety mamy karmiącej". Mogłabym tak wymieniać godzinami.

Idąc tym tropem - młoda matka, nie mająca doświadczenia, nie uczestnicząca w zajęciach szkoły rodzenia, nie mająca nikogo kto by jej pomógł w sprawach karmienia piersią, gdzie ma szukać wsparcia? Ma do wyboru kilka głównych opcji. Pierwszą z nich jest lekarz rodzinny lub położna,  nie zawsze są oni jednak kompetentni w tym zakresie. Kolejną drogą jest poradnia laktacyjna, jednak nie każdą mamę stać na to by z niej korzystać. I trzecią - moim zdaniem dającą wiele możliwości opcją, jest internet. W dzisiejszych czasach to łatwy dostęp do wiedzy, jednak trzeba wiedzieć gdzie szukać., by nie zakopać się w gąszczu niepotrzebnych, śmieciowych informacji. Dlatego tak istotne jest dla mnie informowanie mam o karmieniu piersią,o możliwościach jakie karmienie piersią ze sobą niesie, o tym jak i dlaczego warto karmić piersią oraz o podstawowych sprawach, których znajomość jest niezbędna przy karmieniu naturalnym. Jeśli nawet tylko 1 na 100 mam zatrzyma się na chwilę by zgłębić temat i w taki oto sposób pomoże jej to, na jej drodze mlecznej - będę usatysfakcjonowana.

Często mamy karmiące swoje pociechy mlekiem modyfikowanym uznają za atak rady dotyczące karmieniem piersią. Przede wszystkim rozgraniczmy. Każda mama jest dla swojego dziecka idealną mamą - nie ważne czy karmi mlekiem modyfikowanym czy mlekiem mamy. Bliskość dziecka można zaspokajać na milion sposobów nie tylko poprzez karmienie. Nie ważne ile kobieta karmiła, ważne, że w ogóle spróbowała. Najważniejszy jest komfort psychiczny mamy. Żadna z nas nie ma prawa oceniać drugiej.  Dajmy kobietom PRAWO WYBORU, ale wcześniej dajmy tym kobietom WIEDZĘ na temat karmienia piersią, do której mają prawo. Dzięki tej wiedzy będą świadomie mogły zdecydować jaką drogę karmienia wybiorą. I nikogo, ale to nikogo nie powinno obchodzić to z jakich powodów wybrały taką, a nie inną drogę. Nikt nie zagwarantuje, że matka karmiąca piersią będzie matką kochającą, dobrą czy troskliwą - to samo mamami karmiącymi mlekiem modyfikowanym - nie sposób karmienia świadczy o ich duszy. 

Przestańmy się w końcu wzajemnie oceniać i kierować stereotypami. Dopuszczajmy do siebie wiedzę, korzystając z niej jak trzeba. Wnieśmy do swojego życia więcej miłości, mniej nienawiści, złości, żalu i gniewu. Wszystkim nam będzie żyło się lepiej. W końcu wszystkie jesteśmy mamami, nasze dzieci uczą się patrząc na nas.

 I mimo, że ostatnio jedna z mam nazwała mnie TERRORYSTKĄ LAKTACYJNĄ - nie czuję się nią. Ja również kiedyś stałam na początku swojej drogi mlecznej i również spotkałam kogoś, kto pokazał mi, że MOŻNA, że WARTO! Uważam, że ta wiedza należy się kobietom, dlatego z chęcią się nią dzielę, tam gdzie jej brakuje. Nie jestem ekspertem, ale mogę podzielić się tym co wiem i potrafię.

Poniżej zamieszczam zdjęcia  WSPÓLNEGO KARMIENIA PIERSIĄ w strefie publicznej na Plaży Miejskiej w naszym pięknym Olsztynie:) Pozdrawiam wszystkie piękne mamy i małe ssaczki.















niedziela, 24 maja 2015

Nosidło TULA - moje refleksje.

Odkąd urodził się nasz smok, wiedzieliśmy, że chcemy żeby był blisko. We wcześniejszych postach wychwalałam pod niebiosa chustę elastyczną od Leny Lamb, która tak ochoczo użytkowaliśmy. Koło 8 miesiąca życia Olivier osiągnął wagę 10 kg i chusta zaczęła sprężynować. Nasz synek jest jak kangur - noszenie jest dla niego bardzo ważne, dlatego długo zastanawialiśmy się co wybrać, żeby zadowolić i Tatuńcia i Mamuńcię i Smoczysko. Po długich, wyczerpujących poszukiwaniach w końcu znaleźliśmy nosidło marzeń - Tulę.

Tula cóż to za nosidło? Przede wszystkim jest to nosidło ergonomiczne - dziecko podczas noszenia układa się w pozycji fizjologicznej żabki, która jest bardzo istotna jeśli chodzi o rozwój bioderek. Plecki podczas noszenia są zaokrąglone (nie jest wymuszona sztywna, wyprostowana pozycja pleców).Występuje w wielu wersjach kolorystycznych w zależności od kraju, nakładu itp. My mamy Tulę z serii limitowanej "Hot Air Baloon". Urzekł mnie ten tęczowy balonik.. i kolor nosidełka, który pasuje do wszystkiego. Dla kogo tula? Dla dzieci, które siedzą (można kupić wkładkę dla noworodka, ale ja absolutnie odradzam, moim zdaniem noworodki i nie siedzące niemowlęta mogą być noszone tylko w dobrze dociągniętej chuście). Przedział wagowy to od 7-20kg. Nosić możemy zarówno przodem do siebie, jak i na plecach (nigdy nie nosimy przodem do świata). Nosidło wyposażone jest w kapturek, który możemy w dowolnej chwili zdjąć lub założyć. Chroni on nasze maleństwo przed słońcem, deszczem, wiatrem.. i innymi anomaliami pogodowymi, przytrzymuje także główkę podczas snu dziecka. Nosidło posiada łatwe zapięcia, dzięki czemu wygrywa z chustą  - jeśli chodzi o czas nakładania. Pod panelem znajduje się kieszonka, która świetnie się sprawdza jako etui na telefon i klucze. Wszystkie zapięcia są regulowane, więc pasują na osoby o różnym typie budowy, wzroście czy masie ciała.

Za co pokochałam tulę? Przede wszystkim za łatwość ubierania i wygodę noszenia. Olivier waży ponad 11 kg i dłuższe trzymanie go na rękach sprawia ogromny dyskomfort. W Tuli tego ciężaru nie czuć. Zarówno ja , jak i Tata Smoka możemy go nosić, regulując jedynie ramiona nosidła i pas biodrowy. Swobodne karmienie piersią jest super, zasłaniamy się kapturkiem, mały je, a my możemy kontynuować spacer. Nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek wyprawy z domu bez naszego nosidła. Gdziekolwiek się nie ruszamy, Tula zawsze jest z nami. Czy to spacer, zakupy, czy potrzeba zaspokojenia bliskości połączona z pracami domowymi. Używam Tuli, gdy muszę wnieść na 6 piętro zakupy i nie ma mi kto pomóc. Nosimy się, gdy wózek jest "beeeee", gdy chcemy pojechać nad jezioro i nie ciągnąć ze sobą 15 kg wózka. Nakładam ją w domu, gdy trzeba powiesić pranie, ale także gdy maluszek ma katar i tylko w pozycji pionowej może zasnąć.Kilkukilometrowe piesze wyprawy stały się przyjemnością.

Zalety Tuli to przede wszystkim:
*wygoda noszenia
*łatwość zakładania
*niezniszczalność (Smok ssie, liże, ciąga, jest praca, szarpana przez psa.. i nic jak nowa)
*wygląd
*noszenie = zdrowie

Wady
*cena (Moim zdaniem jest warta swojej ceny, jednak nie każdy będzie mógł sobie na nią pozwolić - ok. 500zł za nową Tulę i ok 300zł za używaną)

Czy warto kupić? Oczywiście! My nosimy się od momentu kiedy młody usiadł i ponosimy się jeszcze kilka lat. Tula jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Użytkujemy jej częściej niż wózka. Nie przypominam sobie, żebym odkąd ją kupiliśmy - nie nosiła jej dłużej niż jeden dzień. Mąż też jest zadowolony. Fajnie, że można wybrać wzory uniwersalne. W razie jakichkolwiek wątpliwości można na stronie producenta można wysłać maila ze swoimi pytaniami, wątpliwościami i uzyskać fachową odpowiedź. Ja jako mama POLECAM, POLECAM, POLECAM.


We love TULA







czwartek, 21 maja 2015

Dziękuję,nie solę/nie słodzę!

Jak każdy rodzic, stanęliśmy przed nie lada wyzwaniem, jakim jest rozszerzenie diety niemowlęcia. Dużo czytaliśmy, zapoznawaliśmy się z artykułami światowej komisji zdrowia, WHO, schematami żywienia niemowląt i dalej byliśmy zieloni. Dlaczego? Dlatego, że rozszerzanie diety powinno odbywać się indywidualnie, w zależności od danego dziecka. Oczywiście bezwzględnie i niezaprzeczalnie jesteśmy za tym, żeby rozszerzać dietę dziecku zarówno karmionemu piersią, jak i mlekiem modyfikowanym dopiero po 6 miesiącu (według najnowszych zaleceń). Dopiero, gdy dziecko zacznie wykazywać gotowość do jedzenia, czyli nie koniecznie będzie to od razu w 6 miesiącu życia (stabilne siedzenie - to warunkuje przygotowanie układu pokarmowego do przyjęcia pokarmów stałych). Ważne żeby się nie śpieszyć, ponieważ konsekwencjami zbyt wcześnie rozszerzonej diety mogą być m.in cukrzyca, otyłość, czy choroby autoimmunologiczne typu nieswoiste zapalenie jelit, choroba Crohna itp. Co najistotniejsze - MLEKO MATKI I MLEKO MODYFIKOWANE DO PIERWSZEGO ROKU ŻYCIA JEST PODSTAWĄ ŻYWIENIA NIEMOWLĄT, dlatego nie warto wrzucać do diety dziecka od razu kilku posiłków stałych, ponieważ to właśnie w mleku są witaminy, minerały, mikroelementy, które są najlepiej przyswajalne dla małego organizmu. Posiłki stałe to jedynie uzupełnienie. Rozszerzanie diety powinno odbywać się stopniowo - zbyt wczesne lub nieprawidłowe rozszerzenie diety może doprowadzić do wyżej wymienionych chorób.

Sposobów na rozszerzenie diety jest mnóstwo. Papki, Baby Led Weaning (czyli Bobas Lubi Wybór - omijamy etapy papek, dziecko dostaje do rączki kawałki jedzenia, zupy krem itp. z kubeczka typu "doidy cup"), karmienie mieszane. U nas królowało BLW, jednak nasz dzieć od pewnego czasu domaga się karmienia  łyżeczką , dlatego można uznać, że karmimy się mieszanie. Oczywiście dalej "Number One" jest cycuś. Mleczko proponujemy zawsze przed posiłkiem stałym, często też i po -  jeśli SMOK nie ma ochoty na wodę. Zresztą cycuś jest dobry na wszystko, ale tą myśl rozwinę w kolejnym poście.

Za czasów PRL-u ludzie uważali, że cukier krzepi. Był symbolem dobrodziejstwa i zdrowia. Jak wiemy cukier syntetyczny wcale nie jest zdrowy, a w nadmiarze prowadzi do chorób takich jak próchnica (zwłaszcza u dzieci).Mimo, że od tego czasu minęło już sporo lat.. Ten jedzeniowy "kult cukru" ciągle jest wyznawany w wielu polskich (i nie tylko) rodzinach. Czasy, gdy niemowlę uspokajało się cukrem zawiniętym w pieluchę, już dawno odeszły do tzw. "lamusa".
To samo możemy powiedzieć o soli - dzieci jej po prostu nie potrzebują. To co dla nas, przyzwyczajonych do soli wydaje się mdłe i niesmaczne, dla dziecka może być przepyszne. Sól obciąża nerki. Po przyjściu na świat Oliviera -sól używamy dla NAS i to tylko "symbolicznie" . Czy wiecie, że niemowlęta i małe dzieci mają kubeczki smakowe zarówno na języku, jak i na ustach i wewnętrznej stronie policzka? Odczuwają smak całą buzią, dlatego zbędne i przede wszystkim zdrowsze jest zrezygnowanie z soli i syntetycznego cukru. Cukier i sód zawarty w soli są potrzebne, jednak wystarczającą ilość cukrów możemy dostarczyć naszym dzieciom serwując codziennie owoce, a sód u naszych pociech możemy uzupełnić serwując im m.in szpinak, buraki, drób czy pełnoziarniste pieczywo. Dzieci przez pierwsze trzy lata swoje życia wyrabiają sobie nawyki żywieniowe, dlatego tak istotne jest to co i w jakiej czasie podajemy.

To co jedzą nasze dzieci, będzie procentowało w przyszłości. Każdy rodzic ma prawo wyboru tego, jak chce żywić swoje dziecko, jednak dobrze jest się zapoznać z normami, a następnie kierować się intuicją i weryfikować zebrane informacje. Każda mama (i każdy tata) chce dobrze dla swojego dziecka i to niech grzech błądzić. My zdecydowaliśmy, że SMOK nie dostanie ani cukru, ani soli przynajmniej przez pierwsze kilka lat swojego życia (przez pierwszy rok bezwzględnie ani grama:)), a później raz od wielkiego dzwona.
Słodycze bez cukru? Wydawałoby się niemożliwe. A jednak! Można jeść słodkie pyszności i dobrze doprawione potrawy. Niemowlętom do jedzenia możemy dodawać pieprz, czerwoną paprykę, ale również różnego rodzaju zioła (bazylia, oregano, koperek, pietruszka). Do ciast i deserów zamiast cukru możemy dodać syrop daktylowy (dostępny w sklepach EKO), lub inny syrop np. z suszonych śliwek, który możemy zrobić sami w domu. U nas ostatnio królują PETITKI (ispiracja z ALAANTKOWE.pl) Poniżej przepis na syrop daktylowy i petitki.

SYROP DAKTYLOWY 

Co potrzebujemy?
7 dużych daktyli
szklanka przegotowanej wody
Blender
Jak zrobić?
Daktyle zalewamy wodą. Odstawiamy na 2-3h. Następnie wyciągamy daktyle. W zależności od pożądanej konsystencji dodajemy wodę(tą, którą zalane były daktyle) i blenderujemy na gładką masę.

PETITKI

Co potrzebujemy?

3 jajka;

3/4 szklanki mąki pszennej;
2 łyżki syropu daktylowego, śliwkowego, morelowego (w zależności od preferencji)
Jak zrobić?
Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy mąkę delikatnie mieszając, żeby białka nie opadły. Żółtka mieszamy z syropem daktylowym i delikatnie przelewamy do masy, mieszając tylko do połączenia składników. Wykładamy masę po ok.łyżeczce na papier do pieczenia. Wstawiamy do nagrzanego do 200C piekarnika i pieczemy ok 10min. do zarumienienia się naszych PETITKÓW. Smacznego!








niedziela, 17 maja 2015

Wielki COME BACK! Czyli co w trawie piszczy.

Moi kochani, trochę czasu nas tu nie było. Tak zdecydowaliśmy, - po prostu. Ale wracamy w wielkim stylu. Jeszcze więcej dzieciowych tematów, jeszcze więcej Smoka, przytulania, kochania i miłości.

10 miesięcy przyniosło znaczące zmiany. Nasz młodzieniec urósł, zmężniał, niemowlęce fałdki pomalutku znikają, sylwetka się wyprostowała. Od dobrych dwóch miesięcy raczkuje i to jak! Jak mała wyścigówka zwiedza wszystkie kąty w naszym mieszkaniu. A ja?  Spalam dziesiątki kalorii latając za tą małą małpką, aż strach pomyśleć co będzie, gdy zacznie chodzić. Wszystko przede mną! Przynajmniej moja kondycja się poprawi. Potrafi już powiedzieć (świadomie!) Mama i Tata. Jak coś mu nie pasuje to głośno o tym nam przypomina. Zjada wszystko co mu zaproponujemy i to w ilościach hurtowych. Mamy już 5 zębów, ponad 11 kg wagi i 80 cm długości. Przesypiamy całe noce.
Co ważne dla mnie i dla całej naszej rodziny, dalej karmimy się piersią! To już ponad 10 miesięcy. Kolejny post będzie poświęcony właśnie karmieniu piersią, jestem ciekawa waszego zdania na ten temat.  W niedługim czasie czeka nas zabieg podcięcia wędzidełka językowego, którego tak bardzo chcieliśmy uniknąć. Ale jak mówi stare przysłowie "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło".

Co mam w planach? Pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Dzielić się z Wami tym co u Smoka, tym co nas nakręca i co sprawdza się u nas. Służę także radą jako przyszły pedagog i z chęcią pomogę jakiejś zbłąkanej duszy, która ma problem z karmieniem piersią. Zapraszam wszystkich do czytania, komentowania  obserwowania. Poniżej kilka  naszych aktualnych zdjęć.